wtorek, 14 lipca 2015

Miejsce do zjedzenia

I nie będzie tu mowy o nowo odkrytej fajnej knajpie, nic z tych rzeczy.
To miejsce mijaliśmy kilka razy jadąc, bądź wracając z działki naszych przyjaciół. Za każdym razem brakowało albo czasu by się zatrzymać na dłużej, albo aparatu. Dzisiejsze popołudniowe słońce i fakt, że nasz nowy lokator (rudy kot po przejściach, który jest u nas w sanatorium) zasnął smacznie na dłużej i mogłam zostawić go pod opieką syna, spowodowały podjęcie szybkiej decyzji: jadę.
 Miejsce oddalone około 8 km od naszego domu, na skrzyżowaniu wiejskich dróg wyrasta niczym pustynna oaza. Rzędy lawendy, foliowe tunele wypełnione sadzonkami ziół: rozmarynem, tymiankiem, miętą, majerankiem. Były tam nagietki, kolendra, jarmuż, dynie, rukola, bergamotka, sadzonki goi i brukselki... Jednym słowem RAJ
Miejsce stworzone przez dwie przesympatyczne kobiety: Mamę i Córkę. Obie w słomkowych kapeluszach, przemykały pomiędzy grządkami. Odpowiedziały na wszystkie moje pytania, Pani Mama podała mi nawet przepis na muffiny z płatkami nagietka :)
Urocze Panie, cudowne. 
Lubię takie miejsca, kojarzą mi się z dziadkową działką: deszczówka w starej beczce, miły dla oka galimatias, choć gospodynie świetnie zorientowane gdzie, co i jak. 
Mieszanka doskonała, do zjedzenia po prostu
Smacznego
---
Ewa









piątek, 10 lipca 2015

Ikony designu marki Alessi

Dzień dobry :)
I znowu pogoda płata nam figle!
Deszcz, wiatr? Gdzie jest lato?
Zaszyłam się w cieplutkim domu. Z tym większą przyjemnością, że dziś, dzięki  współpracy ze sklepem rossi.pl mogłam fotograficznie (i nie tylko) obcować z ikonami włoskiego designu!
Do Minty House przyjechały m.in kultowe korkociągi i wyciskacz do cytrusów marki ALESSI. Od lat dziewięćdziesiątych do dziś, jedne z najbardziej rozpoznawalnych przedmiotów codziennego użytku. 
Jakościowo- ekstra! 
Kosmiczna forma wyciskacza rozbudziła wyobraźnię Ignacego, natychmiast włączył go do zabawy ludzikami lego :)

A ja z kolei nie byłabym sobą, gdybym nie zrobiła próby i nie użyła kosmity do zrobienia lemoniady. 
Sok z cytryny spłynął cienką stróżką wprost do kubka, wystarczyło wlać go do butelki, dodać odrobinę syropu z cukru trzcinowego, 3 cząstki cytryny ze skórką i gałązkę mięty.
I tak oto można połączyć przyjemne z pożytecznym :)




Minutniki Alessi, w różnych wzorach i kolorach znajdziecie tu: KLIK


Nasze koty też od dziś obcują z ikonami :P
Szklany pojemnik na kocie chrupki totalnie mnie rozbroił





Jest i moja lemoniada :)
Dziś piję ją na ciepło, ale mam nadzieję, że już niebawem do szklanki będę musiała dorzucać porządną garść lodu
Życzę tego wszystkim urlopującym, pracującym w terenie i wszystkim zmarzluchom, w tym sobie
Trzymajcie się!
---
Ewa


Kubki Villeroy & Boch: KLIK

niedziela, 5 lipca 2015

Letnie wydanie Pure Passion Magazine 2015

Dzień dobry niedzielnie :)
W mojej kuchni pachnie truskawkową konfiturą. Koty rozciągają się na chłodnej podłodze całą swoją kocią długością. Jest błogo i spokojnie. Po zeszłotygodniowym maratonie nadeszła spokojna niedziela. Za chwilę zrobię kawę i usiądę na schodkach tarasu. Potem upieczemy sernik z malinami, przepis czeka od zeszłej soboty. Zrobię bukiet z lawendy, która rozszalała się na frontowej rabacie.

 I w takiej właśnie, pachnącej latem atmosferze chcę Was serdecznie zaprosić do nowego wydania 




Numer powstał dzięki współpracy z kilkunastoma fantastycznymi osobami.
Mogę śmiało powiedzieć, że mam wielkie szczęście i zaszczyt pracować z tak niesamowitym zespołem.

Dziękuję z całego serca:
Dianie Domin
Ani Chmielewskiej
Ani Hartnett
Leonor Juhl Kristiansson
Beacie Maly
Magdzie Kruk
Ani Kubickiej
Elizie Leoniuk
Agnieszce Malewicz
Gosi Wolniewicz Feder
Eli Wojciechowskiej
Weronice Leczkowskiej
Piotrkowi Leczkowskiemu
Simone Sandahl

oraz wszystkim innym, zamieszanym w przedsięwzięcie, w szczególności mojej rodzinie, która z wielkim zrozumieniem podchodzi do mojej pracy i dzielnie znosi duchową nieobecność i bark obiadów.

Dziękuję Idze, Kasi, Marysi, Ignacemu i Kacerkowi- moim najmłodszym współpracownikom :)

Nie pozostaje mi nic innego: ZAPRASZAM





sobota, 4 lipca 2015

Tarasowe story, czyli od gruzowiska do letniej minty oazy

Dzień dobry :)
Jak Wam mija weekendowy czas? Mój na tarasie :) Wreszcie. Krzątam się i dopieszczam. 
Urządzam go kolorami, pachnącymi ziółkami, miękkością zachęcającą. Prosto, bez zadęcia, tym co lubię.
Ale od początku...
Nasz taras jest naprawdę ogromny. Biegnie wzdłuż dwóch ścian domu, jest zatem wielką literą L. 
Od zawsze cenię sobie naturalne surowce (do dziś żałuję, że zdecydowaliśmy się na okna pcv) i gdy musieliśmy podjąć decyzję, czym pokryć ten ogrom tarasowej powierzchni, wybór padł na kostkę granitową. To nie było jednak najlepsze posunięcie. Z kilku nawet powodów:
1. "fachowiec" który ją układał, nie umiał tego zrobić, przez co na taras została naniesiona niepotrzebna i kosztowna warstwa zaprawy. 
2. Podłoże było mocno nierówne, czasem nawet ostre, co utrudniało chodzenie na boso i stabilne ustawienie czegokolwiek
3. Fugi między kostkami zostały wypełnione żółtym piaskiem, który z wielką gościnnością przyjmował wszystkie przelatujące siewki przez co nasz taras wyglądał jak cherlawa łąka. Pielenie jej było czasochłonne, efekt marny i krótkotrwały. Na samą myśl o tym, robiło mi się niedobrze. Nie mogliśmy zastosować żadnych środków na niepożądane rośliny, ponieważ w ten sposób narazilibyśmy na niebezpieczeństwo zdrowie naszych dzieci, zwierząt i roślin rosnących na przylegających rabatach
Cóż mi pozostało? Marzyć o wymianie podłogi. O stworzeniu letniej oazy dla naszych dzieci, gości, zwierzaków.
No i chyba się udało. 
Ponieważ powierzchnia tarasu jest duża (zmianą podłogi została objęte 2/3 tarasu czyli około 70 m2), a nasz budżet z gumy nie jest ;) wybór padł na deski świerkowe, sezonowane, bez rowków antypoślizgowych. Zaimpregnowaliśmy je trzykrotnie. Niestety ze względu na cenę oleju ( około 700 zł za puszkę ) musieliśmy zdecydować się na inny środek do konserwacji drewna. Używaliśmy go 8 lat temu do zabezpieczenia ogrodzenia, spisywał się dzielnie i bez zastrzeżeń przez 6 lat, w tym roku płot wymaga już ponownego malowania.
Wybrałam kolor szary. Dlaczego? Bo chcę by wszyscy domownicy mogli korzystać z tarasu bez mojego stresu ;) Mamy trzy psy, które jak wiadomo, przenoszą na łapach błoto (tego u nas póki co jest pod dostatkiem) na jasnej podłodze rzucałoby się mocno w oczy. Drugim powodem było kiedyś widziane zdjęcie, które utkwiło mi w głowie na dobre, z szarą podłogą na zadaszonym, ogrodowym patio.

Wokół tarasu stanęła biała barierka z moich ukochanych krzyżaków (podobną mamy w domu).
Ma za zadanie stworzyć większe poczucie przytulności, ale i odgrodzić nas nieco od stale rozrastającej się rabatowej roślinności.
Barierka została odpowiednio wymierzona przez moją niezawodną ekipę (Piotr Złota Rączka & CO)
Na jej wierzchu można postawić bezpiecznie butelkę z piwem lub szklankę, o dolną belkę popijając można oprzeć nogę, a pomiędzy dołem barierki, a podłogą zostało dokładnie tyle miejsca, by zmieściła się tam szczotka wymiatająca tarasowy kurz. Także słuchajcie: mucha nie siada ;)
Całej reszty dopełniły:
dwa fotele hamakowe od whamaku.pl 
mata Rice.dk z Livebeautifully.pl
fotel z podnóżkiem Tchibo (aktualnie brak w ofercie, kupiłam go 3 miesiące temu)
kosze wiklinowe na zioła, ziółka i kwiaty od IbLaursen.dk
kolorowe poduchy
pufy z trawy morskiej: IKEA
rośliny (bez nich ani rusz)


Na tarasie używamy przedmiotów lekkich, z trwałych materiałów jak np melamina, czy też cynkowana blacha. Nic więcej, no może prócz lampionów na świece, nam tu nie potrzeba.
Jest jeszcze sporo do zrobienia, a uszkodzony podczas remontu winobluszcz musi odrosnąć i znów malowniczo rozpiąć się wokół sypialnianego okna i słupów (nie przepadam za nimi, dlatego czekam na ponowne całkowite ich schowanie pod gąszczem liści i sieci cienkich witek)

Taras już spełnia swoją rolę, ku mojej wielkiej radości.
Bo zgadnijcie gdzie można znaleźć Marka, gdy już wrócił z treningu? ;)
Nareszcie chce się tam być
Zapraszam serdecznie i Was

Było tak:


w trakcie...


przed i po :)














Moja ulubiona barierka :)


Kochani :)
Relaksu Wam i sobie życzę, spokoju 
Jutro ważny dla mnie dzień: publikacja Pure Passion Magazine
Ostatnie dni były bardzo pracowite.
Do przeczytania zatem już jutro, znowu tu będę, z linkiem magazynowym i zaproszeniem 
Tyle rzeczy chcę Wam tam pokazać...

Miłego wieczoru!
---
Ewa



poniedziałek, 29 czerwca 2015

Najlepszy prezent dla kobiety


Najlepszy prezent dla kobiety?
... kwiaty, perfumy, ciuch, a może czekolada? nie, nie, nic z tych rzeczy
Sądzę, że każda z nas powinna od czasu do czasu sprawić sobie prezent ( lub zostać nim obdarowana) w postaci sesji zdjęciowej. Czy to w domu, czy w studio, czy na łonie natury. Każde miejsce jest dobre by się zatrzymać, zająć sobą, porzucić na chwilę domowe obowiązki, "zrobić oko" i spotkać się z fotografem. Jego okiem, przez szkło obiektywu, zobaczyć siebie, tak inaczej niż w lustrze, czy sklepowej witrynie.
Poddać się chwili, nieśmiałość dziewczęcą schować do kieszeni, odpłynąć...
Ja ostatnio odpłynęłam.
Tak na chwil parę
Polecam!


Foto Diana Domin







Autorką zdjęć jest Diana Domin, kobieta niezwykła : KLIK

Z Dianą łączy mnie też praca przy Pure Passion Magazine
Bez niej ani rusz
Jesteśmy na ostatniej prostej, no może w połowie ostatniego zakrętu ;)
Opóźnienie spowodowane bardzo intensywnym końcem roku szkolno- przedszkolnego moich dzieci, także czuję się usprawiedliwiona :)
Początek lipca będzie już spokojniejszy, mam Wam dużo do pokazania w tym czasie: metamorfozę tarasu i całe mnóstwo pięknych przedmiotów :)
Can't wait!
Do zobaczenia/ przeczytania wkrótce
Paa
---
Ewa



niedziela, 14 czerwca 2015

Niedzielnie, powolutku...

 Dobry wieczór Mili Moi :)
Jak Wam mija weekend? Ja dzisiaj zwolniłam, krzątałam się w kuchni, na wciąż nieskończonym tarasie, w ogródku. Zrobiłam poziomkową tartę i lemoniadę z truskawek. Postrzelałam z pestek czereśni. Jutro pracowity dzień, i wtorek, i środa, przede mną letnie wydanie Pure Passion. Czas zebrać wszystko, dopieścić, dokończyć, co zaczęte, by u progu wakacji móc Was znowu do lektury zaprosić.
Coś nie kleją mi się dziś zdania ( piszę i kasuję ), to ja może tylko fotki dorzucę i pójdę już sobie na chwilkę głowę do poduszki przyłożyć celem regeneracji po zbyt krótkiej nocy. Siły się przydadzą na wieczorny bieg :)
Trzymajcie się!
Do miłego :)
---
Ewa





Bardzo poręczna i zgrabna skrzynka na kubasy, buteleczki z lemoniadą tudzież inne piknikowe gadżety, filiżanka ze spodkiem z zielonej melaminy, cudowne kubki z melaminy, kolorowe łyżeczki by Rice.dk do kupienia tu: KLIK



środa, 27 maja 2015

Mama

Ja znów spóźniona.
Wczorajszy dzień tym razem nie był dla mnie łatwy. Był trudny, trudny jak cholera. A to za sprawą Mamy. Tej, której nie ma od lat.
Tej, której nie było na moim pierwszym balu, gdy kończyłam szkołę.
Tej, której zabrakło gdy zdawałam pierwszy ważny egzamin.
Nie było jej, gdy wybierałam studia i gdy jechałam do łódzkiej uczelni z teczką większą ode mnie.
Nie było jej gdy ponosiłam swoje pierwsze dorosłe porażki i sukcesy
Nie z nią wybierałam kieckę na ślub, choć pani z warszawskiego salonu chyba tego oczekiwała
Nie było jej, gdy wychodziłam za mąż, nie ona zapinała mi drżącymi z przejęcia rękami sukienkę na plecach i nie ona dostała pierwszy kawałek toru na naszym weselu.
Nie ona pierwsza wiedziała, że zaszłam w ciążę i nie ona tuliła mnie tuż po porodzie, ani pierwszym, ani drugim, ani trzecim
To nie ona jest babcią dla moich dzieci, nie została też nigdy teściową. Mówią, że taka teściowa najlepsza, 2 metry pod ziemią...
To jej mi brakuje do dziś, gdy mam kłopot, albo nie pamiętam przepisu na ciasto kręcone z jabłkami.
Niewiele po niej zostało, kilka sentymentalnych drobiazgów: pierścionek z dużym granatowym oczkiem, książka o pieczeniu ciast i ciasteczek i moja ulubiona: Botanika, w sztywnej okładce.
Po niej mam też zielone oczy, 160 cm wzrostu i ciemne włosy. Tak jak ona lubię zmiany. I zwierzęta, choć ja mam większą odwagę by wciąż nasze stado powiększać.
Umiem żyć bez niej, radzę sobie od lat, choć tak jak wczoraj, czy dziś bywa ciężko...
Tak sobie myślę, że w tym wszystkim najgorsze jest chyba to, że już zapomniałam jak to jest mieć Mamę.

Moja Mama zmarła na nowotwór szyjki macicy niecały miesiąc przed moimi piętnastymi urodzinami. 
To była śmierć przez zaniedbanie! Niepotrzebna i głupia. 
A Ty? Jesteś mamą? Kiedy ostatnio byłaś na badaniach?!
Bo ja, wstyd się przyznać, zbyt długo to odwlekam
Umówmy się tu i teraz, że załatwimy to w najbliższym czasie.
 Dobrze?

Dzień Mamy to moje dzieci, serce z masy solnej, czerwone jak czerwcowe truskawki...
Chcę tak jeszcze długo!
Dbajcie o siebie!
---
Ewa